na pseudolekarzy
Mamy ćwiczenia baaardzo rozciągające te mięśnie.
Co w praktyce oznacza, że bardzo bolesne.
Mamy ćwiczyć 3 razy dziennie po 6 minut - plus rozgrzewka lajtowa.
Pierwsze poranne ćwiczenie trwało może 3 minuty - Kaj płacze i krzyczy "mamo przestań,boli"
Ja powstrzymuję łzy, bo też mi się chce płakać.
Jestem zła i bezsilna.
Boję się, że dojdzie do tego, że własne dziecko nie będzie chciało do mnie podejść, żebym go przypadkiem nie maltretowała znowu.
Co do lekarzy - Kuba w Warszawie ma LEKARZY ANIOŁÓW - cierpliwi, wszystko tłumaczący, pamiętający z imienia! swoich pacjentów i ich rodziców - cieszę się, że na NICH trafiliśmy, chociaż był to przypadek i mogliśmy leczyć Go bliżej, ale u niemiłych fachowców.
I chociaż podróże nas kosztują materialnie i fizycznie, nie zrezygnujemy.
A nasi miejscowi lekarze?? Nie wiem czy to specyfika małego, biednego miasta, że nawet kultura ich pozostawia wiele do życzenia, a co dopiero wiedza, jak niestety widać post niżej.
Tylko komu mają ufać rodzice, jak nie lekarzom, ludziom kończącym odpowiednie studia i którzy powinni się znać na swoim fachu jak nikt inny??
Byłam z tym problemem u 3 niezależnych od siebie lekarzy - począwszy na mojej pediatrze (nigdy mnie nie zawiodła, ale teraz ma minusa :(), i u dwóch nie pracujących ze sobą ortopedów , no i plus rehabilitant - nikt nic nie zauważył , więc teoretycznie nie mam sobie nic do zarzucenia, ale gdzieś tam we mnie siedzi poczucie winy, że zawaliłam.
Sorki za chaotyczny wpis, ale muszę się gdzieś wyżalić.
Na koniec dwie cudne wiadomości.
Pierwsza - jak nas nie było, to Tymo naumiał się chodzić :)
I chociaż w dalszym ciągu preferuje czworakowanie, to jednak coraz częściej się puszcza i idzie z radością :)
A druga wiadomość to taka, że zostałam wylosowana po raz pierwszy w candy i to międzynarodowym - bo u Jany :)
Pozdrawiam Was wszystkie i dziękuję za słowa otuchy - mam nadzieję, że damy radę.
ps - nie dałam wczoraj rady zaglądnąć do Was wszystkich, bardzo płodne jesteście we wpisy :), ale co się odwlecze, to nie uciecze
Kasiu, bardzo mi przykro.., naprawdę bardzo. Ja na krzywdę i cierpienie dzieci jestem bardzo wrażliwa. Ty jesteś wspaniałą mamą, ale nie płacz..Jego te rozciągania na początku pobolą, ale za kilka sesji będzie coraz lepiej. Zobaczysz, a jaki rozciągnięty będzie..hoho.On jest młodziutki, bedze dobrze!! Będę trzymać kciuki, aby rehabilitacja dała jak najszybciej efekty.
OdpowiedzUsuńO, a jeszcze coś: Twój Kajetan jest moją bratnią duszyczką, bo (nie wiem czy dobrze doczytałam)urodzony 7.lutego jak i ja:-)) Mój wodniczek.. Pozdrów Go serdecznie ode mnie:-)
OdpowiedzUsuńPrzeczytałam właśnie Twoje wpisy od 1-szego do ostatniego.. I podziwiam niesamowite oddanie dla dzieci.. One dla Ciebie są najwazniejsze, są na pierwszym miejscu..!! Wspaniała mama:-)
OdpowiedzUsuńHej,
OdpowiedzUsuńWreszcie po stu próbach udało mi się dokopać do komentarzy:>
Kasiu, szalenie mi przykro ze względu na małego jak i na Ciebie.
Mogę tylko tyle:> Nie poddawaj się jednak.
Rzeczywiście tak jak pisze Kalimonia, teraz te ćwiczenia sprawiają ból ogromny i stres, ale ćwicz, kilka dni i to minie. Teraz ścięgno jest bardzo napięte ale trzeba to rehabilitować. Co więcej można. W sumie lepiej żebyś to robiła TY, wierz mi, gorzej jeśli wkroczą "fachowcy".
Uszy do góry:) Ściskam serdecznie i Ciebie i Synka.
Kasiu droga przykro mi, ze mały musi tak cierpieć. Dziewczyny dobrze radzą ćwicz. Potem będzie już lepiej. Trzymam za was kciuki.Pozdrów Kaja i powiedz, że zuch z niego facet.
OdpowiedzUsuńA ... ciesze się z tobą z chwil radości: czworaczkowania i candy.
Kasiu trzymam kciuki za Kaja ( cudne imię).Wierzę ,że będzie dobrze .
OdpowiedzUsuńPrzykre to wszystko!Szkoda mi Kaja, bo ból, bo stres, bo łzy......A co Ty przezywasz....I ten żal najgorszy..
OdpowiedzUsuńTrzymajcie się.
Odezwij się czasami!
Buziaki
Kasiu - przeczytałam oba posty i też mnie strzeliło! Jak można byc takim ignorantem??
OdpowiedzUsuńDobrze się stało, że trafiłaś w końcu na odpowiedzialnych, prawdziwych lekarzy, a nie na znachorów. Nie możesz sobie robić wyrzutów. Przecież nie poprzestałaś na jednaj diagnozie!
Teraz przed Wami trudne chwile. Ale najgorsze są tylko początki. Z każdym dniem będzie lepiej. Trzymam kciuki z Ciebie i Twojego synka.
:>((( Tak mi przykro, ale nie poddawajcie się. Będzie lepiej!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko Was wszystkich.
Dobrych myśli życzę !
OdpowiedzUsuńPozdrawiam Was
Bardzo kasienko dziekuje za wizyte u mnie i twoje piekne slowa...
OdpowiedzUsuństrasznie przykro mi slyszec o bolesnej rehabilitacji....powiedz w zabawe nie daloby sie tych cwiczen wplesc? chociaz troszeczke?
...moze to nie bylo by takie straszne...
trzymam kciuki za poprawe!
przytulm
Magdalena
Kasiula pamiętaj!!!
OdpowiedzUsuńPo burzy zawsze wychodzi słońce :o)
Będzie dobrze i szkoda nerwów i zdrowia takich lekarzy pseudo lekarzy jest mnóstwo wszędzie uwierz
Najważniejsza jest teraz rehabilitacja i wytrwałość
Pozdrawiam Was i ściskam no i buziaki zasyłm
Zajrzałam tu przez przypadek i muszę Ci napisac kilka słów. Ja też mam 3 synów i dwóch z nich rehabilotowałam (wzmożone napięcie mięśniowe m.in.) Ja miałam szczęście że szybko lekarze zauważyli. Rehabilitacja jest ciężka, ale przynosi efekty, i tego się trzymajmy. Ciężkie chwile przed Tobą, ale trzeba próbowac, im więcej i w miarę wcześnie tym efekty bardziej i szybciej widoczne.
OdpowiedzUsuńSzkoda że lekarze nie zauważyli w porę, ale stało się, teraz trzeba iśc do przodu.
Tak to u nas jest że częśc lekarzy traktuje rutynowo swoje zajęcia, albo jest niedouczona.
Trzymaj się dzielnie, próbuj rozmawiac z synkiem i powolutki działajcie.
Trzymam kciuki,
Pozdrawiam z Leśnego Zakątka:)))